To, co było wcześniej, to proszę uznać jako wprowadzenie do sytuacji geograficzno-politycznej w moim świecie. Tu macie początek opowiadania ;) Zdecydowanie powinnam mieć częściej nocki, po nich najczęściej mi się pomysły pojawiają ;)
Już od dwóch godzi szła po śladach krwi. Jeleń nie mógł już być daleko. W zasadzie nie potrzebowała polować poza doliną, gdyż ta była wystarczająco wielka, by pomieścić zarówno tych, co się musieli ukrywać, jak i odpowiednią ilość zwierzyny. Tym bardziej, że Naganiacze zagnali tajnym przejściem kolejne stado danieli, by wyrównać balans w lokalnej faunie. No i każda forma uprzykrzania życia rodowi Calestra, choćby miała się przejawiać w podpierniczaniu ich zwierzyny, radowała każdego mieszkańca tego miejsca.
Lea poprawiła zjeżdżający jej z bioder pas. „Naprawdę muszę skoczyć odwiedzić Sidriana, żeby mi dopasował. Dopiero by było, gdybym się wyłożyła jak długa uciekając przed Hunterami, tylko dlatego, że mi pas zjechał.”
Nagle zamarła. Zza krzaków, jakieś kilka metrów od niej, rozległ się dziwny szelest, jakby ciągniętego ciała. Dziewczyna bezgłośnie zdjęła kuszę, która dotychczas spoczywała przytwierdzona do jej ramienia. Naciągnęła ją i ostrożnie podeszła do krzaków. Niczego nie zauważyła, więc delikatnie wychyliła się, rozglądając dokładnie. Mało nie dostała zawału, kiedy usłyszała ciche prychnięcie za swoimi plecami.
- Niall! – warknęła, obracając się przez ramię. – Nigdy więcej tak nie rób!
Jej kary ogier popatrzył na nią psotnie.
- Wyczuwasz kogoś?
Drepcący zabawnie Niall spoważniał. Podniósł łeb i zaczął węszyć. po chwili opuścił głowę i cichutko zarżał.
- Czyli jest tak? – upewniła się.
Rzucił łbem.
- Niebezpieczeństwo?
Zwierzę zadreptało z pomieszaniem w miejscu. Lea westchnęła. Podniosła rękę i wymamrotała króciutkie zaklęcie.
- Chodź tu, przyjacielu.
Kiedy podszedł, przyłożyła swoje czoło do jego i wyszeptała:
- Pokaż mi. – i zamknęła oczy.
Zobaczyła całą polanę, którą wcześniej obserwował sporo od niej wyższy Niall. Po swojej lewej stronie dojrzała strumień, dla niej niewidoczny, bo ukryty wśród paproci. A pomiędzy nimi zobaczyła leżące zwłoki.
Gwałtownie zerwała połączenie.
- Ktoś oprócz niego tu jest?
Przeczące parsknięcie.
Szybko zabezpieczyła kuszę i umocowawszy na plecach, prawie biegiem ruszyła w kierunku leżącego ciała. Zwłoki jednak okazały się ciężko poranionym, ale żyjącym mężczyzną. Zakrwawiona i uszkodzona w wielu miejscach koszula okrywała szerokie bary, a podarte spodnie odsłaniały tu i ówdzie umięśnione nogi. Lea przyklęknęła i delikatnie odsunęła długie włosy z twarzy leżącego. Ten, wyczuwając jej obecność ostatkiem sił usiłował się odsunąć, ale jedynie zdołał przesunąć głowę.
- Odejdź! – wychrypiał. – Zostaw mnie, bo mnie znajdą.
- Jak cię tu zostawię, to na pewno cię znajdą. Natychmiast musi cię ktoś opatrzyć. Wypij to – dodała, przykładając mu do ust fiolkę – to wyciąg z korzenia arathu, wzmocni cię.
Przełknął posłusznie. Po chwili warknął ponownie:
- Powiedziałem: odejdź! Nie wiesz, kim jestem ani kto mnie szuka. Ani ci nie ufam.
Dziewczyna dziwnie na niego spojrzała.
- Sądzisz, że członkini rodu Amarilla nie rozpoznałaby prawowitego następcy Krainy Ashar, Carra?
Czarne oczy przyszpiliły ją.
- Ród Amarilla został wymordowany. To samo stało się z rodami Dergar i Delamia.
- Z Amarillów zostało nas kilkoro. Z rodu Dergar została jedynie Falco. O… Delamii nie słyszałam – zakończyła cicho. Po chwili podniosła głowę. – Codziennie ktoś z nas patroluje te tereny i wyszukuje tych, którzy uciekają przed Bojówkami, by ich ukryć.
- W tych lasach nie można się ukryć. Prędzej czy później was znajdą.
Lea uśmiechnęła się lekko.
- A kto powiedział, że my się w lesie kryjemy?
Carr otworzył usta, by coś powiedzieć, gdy z daleka dobiegł chrypliwy dźwięk.
Lea zerwała się na nogi.
- To Bojówka! Niall, chodź!
Ogier podbiegł.
- Uciekajcie stąd. I tak mnie szukają. – Carr usiłował podnieść się chociaż na czworaki, ale nie był w stanie. Niall położył się przy nim.
- Nie ma mowy! – I nie bacząc na dalsze protesty, wepchnęła go bezpardonowo na Nialla, po czym usiadła za nim.
- Niall, do jaskini!
Ogier wsunął się do strumienia i stąpając jak najostrożniej, by nie mącić dna ruszył w górę biegu. Kilkaset metrów dalej wyszedł na kamienistą ścieżkę i rzucił się w stronę widniejącego w oddali skalistego zbocza.
Lea milczała trzymając kurczowo osuwającego się mężczyznę, modląc się w duchu i nasłuchując coraz bardziej przybliżającego się dźwięku pogoni, by zdążyli dojechać, zanim znajdą się w polu Świetlików. Nagle ku swemu przerażeniu usłyszała trzy krótkie dźwięki oznaczające wypuszczenie Świetlików.
- Niall, szybciej!
Koń zarżał rozpaczliwie i jeszcze bardziej przyspieszył.
Przed nimi nagle otworzyła się Gardziel i w pełnym pędzie wpadli do środka jaskini.
- Rash’eh! – krzyknęła Lea i wejście natychmiast się zamknęło.
Niall przyklęknął, a Lea i Carr osunęli się bezwładnie na ziemię.