Nie od dziś wiadomo, że Ironia Losu ma babską naturę. Uwielbiając wszelkiego rodzaju złośliwości oraz będąc zmienną i przewrotną, postanowiła tym razem się wysilić. W związku z czym się spięła, zaparła i dopięła swego. Planowany na rok 2012 koniec świata, jakby dla odmiany od wszelkich przeszłych końców, które z przyczyn technicznych, czy też innych nie nastąpiły, tym razem doszedł do skutku. Szczególnie radośni z tego powodu byli kapłani, wieszcze i inne osobniki rodzaju ludzkiego, które od wieków nawoływali do wszelakich wstrzemięźliwości, z wyłączeniem sypania na tacę. Tyle, że chyba nie o taki dokładnie koniec im chodziło…
Tak, jak przepowiadano pojawiła się kometa, która zrobiła bum w ziemię, a oceany, morza i co tam jeszcze dusza zapragnęła, wyszło z siebie. Tyle, że zaraz wróciło. Kometa okazała się dziwaczną mieszaniną ognia, gazów (chyba ktoś się za bardzo nażarł kapusty z grochem…), nieznanych substancji astralnych i, jak się później okazało, magii. Pewnie było jeszcze więcej składników, ale Ironia Losu znów się postarała i tak nakierowała spadającą gwiazdę, iż ta zamiast uderzyć w ląd, pierdyknęła w ocean. W efekcie, nie było żadnych wstrząsów sejsmicznych (jedynie jedno maciupkie tsunami, które zeżarło kawałek Afryki), wulkany nie wybuchły… jedynie wody, w które uderzyła rozpędzona masa, powstały w proteście, po czym opadły z powrotem na swoje miejsce. Połowa świata zamilkła w jawnym oburzeniu. No jakże to tak?! Naobiecywano im spadających kul ognia, wybuchy wulkanów, tsunami, trzęsienia ziemi, powodzie, susze, prażące słońce i jednocześnie nieprzeniknione ciemności, a tu takie coś?? Co odważniejsi zaczęli składać zażalenia do swoich bogów, ale najwyraźniej zanosili je w dniu, w którym dany Bóg robił sobie należną mu przerwę od upierdliwych poddanych.
Problem natomiast powstał w zupełnie innej materii… Ironia losu, najwyraźniej zmęczona po ostatnich wyczynach, wysiliła się po raz ostatni przed zrobieniem sobie odpoczynku, i za miejsce upadku komety wybrała granice obszaru należnego poszczególnym kontynentom, przez co natychmiast wybuchły spory, kto może zbadać dane dziwo. Pierwsze, tradycyjnie, ruszyły się Stany Zjednoczone, twierdząc, że spadła na ich granicy, więc czują się w obowiązku upewnić czy obywatelom ich kraju nic nie grozi. Na to włączyła się Unia Europejska, pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, twierdząc, że bzdura, bo oni mają większą linię brzegową i więcej mieszkańców do obrony. A poza tym, Stany i tak wszędzie wtykają nos, więc teraz niech ustąpią przed prawem starszeństwa i wielkości. W międzyczasie, korzystając z kłótni między mocarstwami, Japonia, Rosja i Chiny zaczęły przygotowywać własne ekspedycje, powołując się na zaawansowaną wiedzę i technikę. Jakby tego było mało, islamiści doszukali się w tym swoistym koktajlu Mołotova z kosmosu, znaku od Allacha, więc Niewiernym ręce precz, bo im wypowiedzą Dżihad! I tak doszło by do Trzeciej Wojny Światowej, gdyby nie kolejne wydarzenia…
A dla ilustracji, grafika znaleziona przez Falco na deviantArcie:
Dobre :D Podoba mi się taka opcja końca świata, też tak chce. Tylko musze się wtrącić z prawem międzynarodowym: Ponieważ dno mórz i oceanów jest "wspólnym dziedzictwem ludzkości", którym mają się dzielić, aby ta kometa pierdyknęła tak, żeby państwa sobie mogły rościć jakieś pretensje do jakichś terenów, musiałaby być wielkości całego oceanu niemalże. Jeśli walnęła w środek i nie rozwaliła przy tym Ziemi na kawałki, nawet będąc z bardzo lekkiego gazu i ogólnie walnęła dość lekko, raczej należałoby przyjąć inną teorię niż strefy wpływów. Powodów by politycznie wymyślono setki, ale akurat nie tak wprost, trzeba trochę pokrętniej :P
OdpowiedzUsuńTo wymyśl powody. Zresztą, z tego, co obserwuję, to Stanom Zjednoczonym potrzebny jest byle pretekst. Ot, choćby zabójstwo ichniego żołnierza, czy atak na bazę, która znajduje się Bóg-jeden-wie-gdzie.
OdpowiedzUsuńI przypominam ci Kocie: to fikcja literacka. A dodatkowo dzieje się w przyszłości, tak pi razy oko, około lata 2012 - nie zdecydowałam się jeszcze, czy będę tak perfidna i zakłócę Euro 2012 :twisted:
OdpowiedzUsuńNo tak, ale to na wkroczenie z "siłami pokojowymy" do kogoś.Tu by można było wysnuć jakąś koncepcję stanu nadzwyczajnego, spowodowanego końcem świata, który się nie udał, wobec czego Stany podejmują się zbadać sytuację samodzielnie w imieniu całej ludzkości, ze względu na najlepszą technologię, albo w ogóle mogłaby rypnąć gdzieś bliżej Stanów, przez co czułyby się bardziej upoważnione, na co Unia podsunęłaby wolność mórz i ten wspólny dorobek. Reszta ok.
OdpowiedzUsuńWizja końca świata? Moim marzeniem jest to, by ludzie zawiedli się na tym wydarzeniu :D Hehe, oczekują fajerwerków a tu.. klops! ;)
OdpowiedzUsuń